Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 261
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 4

Włosy

Wcierka z liści laurowych

Tak jak pisałam wcześniej dzisiaj moja ocena wcierki z liści laurowych (inaczej wawrzyn szlachetny). Przede wszystkim jestem bardzo zadowolona z własnej systematyczności, mogę nawet powiedzieć że jestem dumna, że w końcu wytrwałam w swoim postanowieniu i średnio raz na 3-4 dni przygotowywałam wywar no i oczywiście stosowałam go codziennie  ;-) Wcierkę zaczęłam stosować w pierwszej połowie stycznia, więc przez około 2 miesiące. Wlewałam ją do opakowania po wcierce wzmacniającej Joanna Rzepa, ze względu na jej wygodny aplikator, po użyciu przez ok. 5-10 min masowałam skalp szczotką TT. Przyznaję , że masaż nie był tak systematyczny jak samo używanie wcierki ale starałam się  ;-) Jeżeli chodzi o efekt to myślę że mogę ją ocenić jako średnią, wiadomo że naturalne składniki, zioła itp. potrzebują czasu i systematyczności, a to nie jest moja najlepsza strona. Jak większość osób chciałabym od razu uzyskać i widzieć efekt, a przy tego typu kosmetykach nie jest to takie proste. Przyznaję ,że zauważyłam delikatny wysyp baby hair, ale nie jest to powalająca ilość, jeżeli ktoś ma cierpliwość to jak najbardziej polecam ale jeżeli oczekujecie szybkiego i zauważalnego efektu to radzę poszukać gdzie indziej… Myślę, że kiedyś wrócę do tej wcierki, może jak nie będę używała akurat  niczego innego , na zasadzie używania czegokolwiek co chociaż w jakimś stopniu działa. Nie chcę całkiem negować liści laurowych, bo jakiś efekt zauważyłam, jednak tak jak pisałam wcześniej nie jest to efekt wow. Po raz kolejny systematyczność i długie stosowanie to na pewno recepta na jeszcze lepsze wyniki. Na plus zdecydowanie wpływa to, że po użyciu wcierki włosy mniej się przetłuszczają, zamiast co dwa dni zeszłam do mycia co trzy dni. Oczywiście dużo zależy od tego jakiego szamponu, odżywki czy maski używałam wraz z tą wcierką, jednak jeżeli nie było nadmiaru silikonu oraz olei w mojej pielęgnacji to ze spokojem mycie co trzy dni było wystarczające. Na razie odstawiam „naturę” , ponieważ kupiłam dzisiaj bardzo zachwalaną odżywkę do włosów i skóry głowy Jantar, będę stosować ją również jako wcierkę tak jak polecają włosomaniaczki. Zobaczymy czy nie jest przereklamowana i czy nadaje się do moich włosów. Tym razem zrobię zdjęcia przed stosowaniem i po dla lepszego i bardziej wiarygodnego porównania.

liście Inne zastosowanie liści laurowych to płukanki i mgiełki, dzisiaj zastosowałam tą drugą formę pod olej. Mam wrażenie, że włosy na długości są bardziej błyszczące, jednak wypróbuję jeszcze kilka razy tego sposobu z innymi maskami i olejami , żeby upewnić się że to efekt mgiełki a nie innego kosmetyku. Czy ktoś jeszcze stosował liście laurowe na włosy? W jakiejkolwiek postaci? Jeżeli tak to podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach  ;-)

POZDRAWIAM

Moja szczotka Tangle teezer

DSC_0035

DSC_0036

Na początku roku, jak dobrze pamiętam to 4 stycznia kupiłam swoją pierwszą szczotkę Tangle teezer, minął miesiąc od kiedy jej używam, więc myślę że mogę już wyrazić swoją opinię na jej temat. Nie spieszyłam się specjalnie z jej zakupem, ponieważ przerażała mnie jej cena. Wcześniej na co dzień używałam grzebienia z szeroko rozstawionymi ząbkami i starałam się przekonać (bezskutecznie) do szczotki z naturalnego włosia. Po pierwszym użyciu Tangle teezer miałam wrażenie,że włosy są dużo gładsze, błyszczące, nie mam pojęcia na jakiej zasadzie osiągamy ten efekt używając szczotki. Jednak jest to efekt niezaprzeczalny, czytałam wiele opinii za nim dokonałam zakupu i okazuje się , że nie tylko ja zauważyłam że szczotka domyka łuski włosa dzięki czemu stają się one wygładzone. Wyczytałam również , że dzięki masażom głowy tą właśnie szczotką pobudzamy cebulki włosów do wzrostu, podobno można zaobserwować szybszy porost włosów. Sama staram się masować skalp tą szczotką,jednak robię to nie regularnie więc nie jestem wstanie na własnym przykładzie ocenić czy to prawda. Sam masaż natomiast jest bardzo przyjemny, odczuwam po nim delikatne mrowienie skóry głowy, postaram się o systematyczność i wtedy spróbuję ocenić czy rzeczywiście włosy szybciej rosną. Po samym masażu można również zaobserwować że włosy są odbite od skóry głowy,nie oklapną tak szybko jak przy użyciu zwykłej szczotki. Na pewno zauważyłam, że po rozczesywaniu włosów TT nie zostają na niej w zasadzie żadne włosy, jeden lub dwa po każdym czesaniu to jak nic ;D Kolejną zaletą szczotki jest to ,że rozczesuje moje włosy bez żadnego problemu, nawet jeśli się spieszę i robię to na mokro (bardzo rzadko) ,również niezależnie od tego czy zaczynam od końcówek czy od skalpu TT bez problemu radzi sobie z rozczesaniem nawet dość mocno splątanych włosów. Podsumowując jestem bardzo zadowolona z zakupu, wiem że teraz szczotki TT są już sporo tańsze niż wcześniej. Ja swoją kupiłam za 39,99 zł . Dodatkowo moja Mama kupiła tą szczotkę tydzień po mnie i do teraz się z nią nie rozstaje,ja również sądzę że nie zamienię jej już na żadną inną. A Wy jakie macie opinie na temat TT?

Teraz mam czas ;D

DSC_0021 DSC_0022 DSC_0023Dzisiaj poświęciłam włosom trochę więcej czasu a one odwdzięczyły się meeega nabłyszczeniem i są tak miłe w dotyku że nie mogę przestać ich dotykać. Na początek już wczoraj nałożyłam na nie olejek antycelulitowy Alterra pomarańcza i brzoza i zostawiłam go na całą noc.O olejku dzisiaj mogę napisać tyle, że kocham jego zapach!!!Czułam go przez całą noc i jeszcze rano, jest intensywny ale nie męczący.alterra1

Rano umyłam włosy odżywką Isana jedwabisty połysk (różowa), następnie szamponem Johnsons baby z dodatkiem cukru, ponieważ skóra głowy potrzebowała już peelingu.Miałam wrażenie, że włosy szybciej się przetłuszczały i były dość obciążone. Przyznam szczerze , że szamponu a w zasadzie płynu do mycia ciała i włosów 3 w 1 Johnsons użyłam bo muszę go wykończyć, nie jestem z niego zadowolona ale o tym pisałam już we wcześniejszym poście dotyczącym tego płynu.Po umyciu na całą długość nałożyłam maskę mix  :lol: zmieszałam ze sobą maskę Kallos Hair Pro-tox,maskę Alterra granat i aloes, odżywkę Fructis Grow Strong, żółtko jaja oraz łyżkę skrobi ziemniaczanej. Całość trzymałam pod czepkiem foliowym i ręcznikiem około 2 godzin.Po spłukaniu maski zastosowałam płukankę z siemienia lnianego. Ugotowałam 2 łyżki siemienia w szklance wody, przecedziłam a po przestygnięciu wlałam je do miski i dodałam jeszcze ok. 2 szklanek wody oraz kilka kropel soku z cytryny. Moczyłam w tej mieszance włosy przez około minutę, następnie osączyłam włosy w ręcznik. Gdy lekko podeschły na same końce nałożyłam serum Marion z olejkiem arganowym. Uzyskałam efekt taki jak na zdjęciach.Nie zwracajcie uwagi na kolor włosów,zdaję sobie sprawę że jest można powiedzieć ”ciekawy” ale nadal trwam przy postanowieniu o niefarbowaniu włosów.

 

 

P.S. Aktualnie testuję wcierkę z liści laurowych, ale na razie zbyt krótko żeby ją ocenić.Najwcześniej po miesiącu napiszę czy zauważyłam jakieś efekty.

Zmiany, zmiany, zmiany …

Tak więc… zmiany  ;-) nie pisałam strasznie długo, chciałam nawet zrezygnować z prowadzenia bloga ale jednak wracam  :-D Pierwszą najbardziej istotną zmianą jest to, że jestem w ciąży !!! Jestem bardzo szczęśliwą przyszłą mamą, mój synek już w brzuchu ma duży wpływ na moje włosy. No właśnie i tu zaczynam o włosowych zmianach, gdy tylko dowiedziałam się o maleństwie postanowiłam ostatni raz pofarbować włosy, tym razem na ciemny brąz i powoli schodzić do mojego naturalnego koloru, czyli ciemnego blondu. Kierowana emocjami i radością podjęłam złą decyzję dotyczącą doboru farby… Nie chciałam kupować farby z amoniakiem, no i oczywiście dokładnie taką kupiłam, a skład przeczytałam przed samym jej spłukaniem. Hmm, cała ja ;-) No ale cóż, był to ostatni raz. Farba którą wybrałam to Garnier, odcień brąz, jak większość z Was się domyśla kolor  wyszedł w zasadzie czarny jak to z Garnierem bywa, jednak nie przejęłam się tym szczególnie z tego względu , że wiedziałam ,iż kolor szybko się wypłucze i „przebije” spod niego mój wieloletni blond. Od razu po farbowaniu fryzjerka skróciła moje włosy o ok. 10-12 cm, chciałam pozbyć się rozdwojonych końcówek. Na samym początku byłam bardzo zadowolona z decyzji, włosy pięknie błyszczały , po skróceniu wydawały się też zdrowe jak nigdy, jednak efekt szybko minął , gdy farba zaczęła się wypłukiwać. Bałam się,że w słońcu lub pod światło będzie widoczna zielonkawa poświata…już kiedyś to przeżywałam po takiej zmianie koloru, jednak tym razem niczego takiego nie zauważyłam. Od tego felernego farbowania minęło już 4 miesiące, na obecną chwilę jestem bardzo niezadowolona z koloru a w zasadzie kolorów które mam na głowie…Na czubku widać odrost, taki mysi blond (efekt kilkuletniego farbowania), dalej ok. 10 cm ciemnego brązu i dalej coś w rodzaju pasemek blond i brąz… Nie mam pojęcia skąd ten 10- centymetrowy ciemny pas,może ktoś z Was ma pomysł dlaczego akurat w tym miejscu ciemna farba tak mocno trzyma? Ale nie poddaje się mimo niezadowolenia i walczę w naturalny sposób ,żeby wypłukać farbę. Na razie staram się używać co mniej więcej 5 mycie szamponu przeciwłupieżowego, ponieważ znalazłam wiele opinii, że to one wypłukują kolor, poza tym nakładam olej już od wyższych partii włosów, podobno również pomaga on w wypłukaniu farby.W między czasie, kiedy kolor który miałam na włosach zaczął mnie delikatnie mówiąc przerażać nałożyłam Hennę Venita odcień 115 Czekolada, efekt był super! Henna nie niszczy włosów tak jak farba, więc skusiłam się na mały grzech :lol: Włosy znów były bardzo błyszczące, potwierdziły się opinie które wyczytałam , że henna „oblepia ” włosy i wydają się one gęstsze. Kolor który uzyskałam nie był do końca czekoladą, prędzej nazwała bym go kasztanowym brązem, ale bardzo mi się spodobał. Wręcz do tego stopnia , że chciałam zrezygnować z powrotu do naturalnego koloru i pozostać przy koloryzacji henną, jednak zmieniłam zdanie i zaprzestałam na tym jednym razie. Teraz mam w razie czego plan awaryjny, w momencie kiedy będę musiała mieć”normalny” kolor na głowie albo wpadnę w depresję z powodu tego co obecnie tam mam,kupię po prostu hennę i na jakiś czas znów będę wyglądać jak człowiek  ;-) Przy okazji muszę się pochwalić, w szafie od kilku miesięcy mam szamponetkę – ciemny brąz, chciałam użyć jej na święta, ale wytrzymałam i nadal się zachowała, w święta miałam koczka i warkocz, żeby nikt nie zauważył różnicy w kolorach.Ciężko jest mi ocenić na obecną chwilę co najlepiej wpływa na stan moich włosów, jestem pewna, że się polepszył, jednak czy to pielęgnacja i rezygnacja z farby czy po prostu ciąża, tego nie wiem. Już się boję co będzie się działo po porodzie z moimi włosami, jak zaczną wypadać, ale do tego czasu mam jeszcze ponad 2 miesiące, poza tym myślę, że to małe szczęście które będzie z nami mi to wynagrodzi w 100 %  ;-)

 

P.S. Tak z innej beczki, dzisiaj kupiłam moją pierwszą szczotkę Tangle Teezer , niedługo napiszę recenzję.

Pozdrawiam  :lol: preg