Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 261
  • Dzisiaj wizyt: 2
  • Wszystkich komentarzy: 4

klaudia.dysia1

Wcierka z liści laurowych

Tak jak pisałam wcześniej dzisiaj moja ocena wcierki z liści laurowych (inaczej wawrzyn szlachetny). Przede wszystkim jestem bardzo zadowolona z własnej systematyczności, mogę nawet powiedzieć że jestem dumna, że w końcu wytrwałam w swoim postanowieniu i średnio raz na 3-4 dni przygotowywałam wywar no i oczywiście stosowałam go codziennie  ;-) Wcierkę zaczęłam stosować w pierwszej połowie stycznia, więc przez około 2 miesiące. Wlewałam ją do opakowania po wcierce wzmacniającej Joanna Rzepa, ze względu na jej wygodny aplikator, po użyciu przez ok. 5-10 min masowałam skalp szczotką TT. Przyznaję , że masaż nie był tak systematyczny jak samo używanie wcierki ale starałam się  ;-) Jeżeli chodzi o efekt to myślę że mogę ją ocenić jako średnią, wiadomo że naturalne składniki, zioła itp. potrzebują czasu i systematyczności, a to nie jest moja najlepsza strona. Jak większość osób chciałabym od razu uzyskać i widzieć efekt, a przy tego typu kosmetykach nie jest to takie proste. Przyznaję ,że zauważyłam delikatny wysyp baby hair, ale nie jest to powalająca ilość, jeżeli ktoś ma cierpliwość to jak najbardziej polecam ale jeżeli oczekujecie szybkiego i zauważalnego efektu to radzę poszukać gdzie indziej… Myślę, że kiedyś wrócę do tej wcierki, może jak nie będę używała akurat  niczego innego , na zasadzie używania czegokolwiek co chociaż w jakimś stopniu działa. Nie chcę całkiem negować liści laurowych, bo jakiś efekt zauważyłam, jednak tak jak pisałam wcześniej nie jest to efekt wow. Po raz kolejny systematyczność i długie stosowanie to na pewno recepta na jeszcze lepsze wyniki. Na plus zdecydowanie wpływa to, że po użyciu wcierki włosy mniej się przetłuszczają, zamiast co dwa dni zeszłam do mycia co trzy dni. Oczywiście dużo zależy od tego jakiego szamponu, odżywki czy maski używałam wraz z tą wcierką, jednak jeżeli nie było nadmiaru silikonu oraz olei w mojej pielęgnacji to ze spokojem mycie co trzy dni było wystarczające. Na razie odstawiam „naturę” , ponieważ kupiłam dzisiaj bardzo zachwalaną odżywkę do włosów i skóry głowy Jantar, będę stosować ją również jako wcierkę tak jak polecają włosomaniaczki. Zobaczymy czy nie jest przereklamowana i czy nadaje się do moich włosów. Tym razem zrobię zdjęcia przed stosowaniem i po dla lepszego i bardziej wiarygodnego porównania.

liście Inne zastosowanie liści laurowych to płukanki i mgiełki, dzisiaj zastosowałam tą drugą formę pod olej. Mam wrażenie, że włosy na długości są bardziej błyszczące, jednak wypróbuję jeszcze kilka razy tego sposobu z innymi maskami i olejami , żeby upewnić się że to efekt mgiełki a nie innego kosmetyku. Czy ktoś jeszcze stosował liście laurowe na włosy? W jakiejkolwiek postaci? Jeżeli tak to podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach  ;-)

POZDRAWIAM

Moja szczotka Tangle teezer

DSC_0035

DSC_0036

Na początku roku, jak dobrze pamiętam to 4 stycznia kupiłam swoją pierwszą szczotkę Tangle teezer, minął miesiąc od kiedy jej używam, więc myślę że mogę już wyrazić swoją opinię na jej temat. Nie spieszyłam się specjalnie z jej zakupem, ponieważ przerażała mnie jej cena. Wcześniej na co dzień używałam grzebienia z szeroko rozstawionymi ząbkami i starałam się przekonać (bezskutecznie) do szczotki z naturalnego włosia. Po pierwszym użyciu Tangle teezer miałam wrażenie,że włosy są dużo gładsze, błyszczące, nie mam pojęcia na jakiej zasadzie osiągamy ten efekt używając szczotki. Jednak jest to efekt niezaprzeczalny, czytałam wiele opinii za nim dokonałam zakupu i okazuje się , że nie tylko ja zauważyłam że szczotka domyka łuski włosa dzięki czemu stają się one wygładzone. Wyczytałam również , że dzięki masażom głowy tą właśnie szczotką pobudzamy cebulki włosów do wzrostu, podobno można zaobserwować szybszy porost włosów. Sama staram się masować skalp tą szczotką,jednak robię to nie regularnie więc nie jestem wstanie na własnym przykładzie ocenić czy to prawda. Sam masaż natomiast jest bardzo przyjemny, odczuwam po nim delikatne mrowienie skóry głowy, postaram się o systematyczność i wtedy spróbuję ocenić czy rzeczywiście włosy szybciej rosną. Po samym masażu można również zaobserwować że włosy są odbite od skóry głowy,nie oklapną tak szybko jak przy użyciu zwykłej szczotki. Na pewno zauważyłam, że po rozczesywaniu włosów TT nie zostają na niej w zasadzie żadne włosy, jeden lub dwa po każdym czesaniu to jak nic ;D Kolejną zaletą szczotki jest to ,że rozczesuje moje włosy bez żadnego problemu, nawet jeśli się spieszę i robię to na mokro (bardzo rzadko) ,również niezależnie od tego czy zaczynam od końcówek czy od skalpu TT bez problemu radzi sobie z rozczesaniem nawet dość mocno splątanych włosów. Podsumowując jestem bardzo zadowolona z zakupu, wiem że teraz szczotki TT są już sporo tańsze niż wcześniej. Ja swoją kupiłam za 39,99 zł . Dodatkowo moja Mama kupiła tą szczotkę tydzień po mnie i do teraz się z nią nie rozstaje,ja również sądzę że nie zamienię jej już na żadną inną. A Wy jakie macie opinie na temat TT?

Teraz mam czas ;D

DSC_0021 DSC_0022 DSC_0023Dzisiaj poświęciłam włosom trochę więcej czasu a one odwdzięczyły się meeega nabłyszczeniem i są tak miłe w dotyku że nie mogę przestać ich dotykać. Na początek już wczoraj nałożyłam na nie olejek antycelulitowy Alterra pomarańcza i brzoza i zostawiłam go na całą noc.O olejku dzisiaj mogę napisać tyle, że kocham jego zapach!!!Czułam go przez całą noc i jeszcze rano, jest intensywny ale nie męczący.alterra1

Rano umyłam włosy odżywką Isana jedwabisty połysk (różowa), następnie szamponem Johnsons baby z dodatkiem cukru, ponieważ skóra głowy potrzebowała już peelingu.Miałam wrażenie, że włosy szybciej się przetłuszczały i były dość obciążone. Przyznam szczerze , że szamponu a w zasadzie płynu do mycia ciała i włosów 3 w 1 Johnsons użyłam bo muszę go wykończyć, nie jestem z niego zadowolona ale o tym pisałam już we wcześniejszym poście dotyczącym tego płynu.Po umyciu na całą długość nałożyłam maskę mix  :lol: zmieszałam ze sobą maskę Kallos Hair Pro-tox,maskę Alterra granat i aloes, odżywkę Fructis Grow Strong, żółtko jaja oraz łyżkę skrobi ziemniaczanej. Całość trzymałam pod czepkiem foliowym i ręcznikiem około 2 godzin.Po spłukaniu maski zastosowałam płukankę z siemienia lnianego. Ugotowałam 2 łyżki siemienia w szklance wody, przecedziłam a po przestygnięciu wlałam je do miski i dodałam jeszcze ok. 2 szklanek wody oraz kilka kropel soku z cytryny. Moczyłam w tej mieszance włosy przez około minutę, następnie osączyłam włosy w ręcznik. Gdy lekko podeschły na same końce nałożyłam serum Marion z olejkiem arganowym. Uzyskałam efekt taki jak na zdjęciach.Nie zwracajcie uwagi na kolor włosów,zdaję sobie sprawę że jest można powiedzieć ”ciekawy” ale nadal trwam przy postanowieniu o niefarbowaniu włosów.

 

 

P.S. Aktualnie testuję wcierkę z liści laurowych, ale na razie zbyt krótko żeby ją ocenić.Najwcześniej po miesiącu napiszę czy zauważyłam jakieś efekty.

Zmiany, zmiany, zmiany …

Tak więc… zmiany  ;-) nie pisałam strasznie długo, chciałam nawet zrezygnować z prowadzenia bloga ale jednak wracam  :-D Pierwszą najbardziej istotną zmianą jest to, że jestem w ciąży !!! Jestem bardzo szczęśliwą przyszłą mamą, mój synek już w brzuchu ma duży wpływ na moje włosy. No właśnie i tu zaczynam o włosowych zmianach, gdy tylko dowiedziałam się o maleństwie postanowiłam ostatni raz pofarbować włosy, tym razem na ciemny brąz i powoli schodzić do mojego naturalnego koloru, czyli ciemnego blondu. Kierowana emocjami i radością podjęłam złą decyzję dotyczącą doboru farby… Nie chciałam kupować farby z amoniakiem, no i oczywiście dokładnie taką kupiłam, a skład przeczytałam przed samym jej spłukaniem. Hmm, cała ja ;-) No ale cóż, był to ostatni raz. Farba którą wybrałam to Garnier, odcień brąz, jak większość z Was się domyśla kolor  wyszedł w zasadzie czarny jak to z Garnierem bywa, jednak nie przejęłam się tym szczególnie z tego względu , że wiedziałam ,iż kolor szybko się wypłucze i „przebije” spod niego mój wieloletni blond. Od razu po farbowaniu fryzjerka skróciła moje włosy o ok. 10-12 cm, chciałam pozbyć się rozdwojonych końcówek. Na samym początku byłam bardzo zadowolona z decyzji, włosy pięknie błyszczały , po skróceniu wydawały się też zdrowe jak nigdy, jednak efekt szybko minął , gdy farba zaczęła się wypłukiwać. Bałam się,że w słońcu lub pod światło będzie widoczna zielonkawa poświata…już kiedyś to przeżywałam po takiej zmianie koloru, jednak tym razem niczego takiego nie zauważyłam. Od tego felernego farbowania minęło już 4 miesiące, na obecną chwilę jestem bardzo niezadowolona z koloru a w zasadzie kolorów które mam na głowie…Na czubku widać odrost, taki mysi blond (efekt kilkuletniego farbowania), dalej ok. 10 cm ciemnego brązu i dalej coś w rodzaju pasemek blond i brąz… Nie mam pojęcia skąd ten 10- centymetrowy ciemny pas,może ktoś z Was ma pomysł dlaczego akurat w tym miejscu ciemna farba tak mocno trzyma? Ale nie poddaje się mimo niezadowolenia i walczę w naturalny sposób ,żeby wypłukać farbę. Na razie staram się używać co mniej więcej 5 mycie szamponu przeciwłupieżowego, ponieważ znalazłam wiele opinii, że to one wypłukują kolor, poza tym nakładam olej już od wyższych partii włosów, podobno również pomaga on w wypłukaniu farby.W między czasie, kiedy kolor który miałam na włosach zaczął mnie delikatnie mówiąc przerażać nałożyłam Hennę Venita odcień 115 Czekolada, efekt był super! Henna nie niszczy włosów tak jak farba, więc skusiłam się na mały grzech :lol: Włosy znów były bardzo błyszczące, potwierdziły się opinie które wyczytałam , że henna „oblepia ” włosy i wydają się one gęstsze. Kolor który uzyskałam nie był do końca czekoladą, prędzej nazwała bym go kasztanowym brązem, ale bardzo mi się spodobał. Wręcz do tego stopnia , że chciałam zrezygnować z powrotu do naturalnego koloru i pozostać przy koloryzacji henną, jednak zmieniłam zdanie i zaprzestałam na tym jednym razie. Teraz mam w razie czego plan awaryjny, w momencie kiedy będę musiała mieć”normalny” kolor na głowie albo wpadnę w depresję z powodu tego co obecnie tam mam,kupię po prostu hennę i na jakiś czas znów będę wyglądać jak człowiek  ;-) Przy okazji muszę się pochwalić, w szafie od kilku miesięcy mam szamponetkę – ciemny brąz, chciałam użyć jej na święta, ale wytrzymałam i nadal się zachowała, w święta miałam koczka i warkocz, żeby nikt nie zauważył różnicy w kolorach.Ciężko jest mi ocenić na obecną chwilę co najlepiej wpływa na stan moich włosów, jestem pewna, że się polepszył, jednak czy to pielęgnacja i rezygnacja z farby czy po prostu ciąża, tego nie wiem. Już się boję co będzie się działo po porodzie z moimi włosami, jak zaczną wypadać, ale do tego czasu mam jeszcze ponad 2 miesiące, poza tym myślę, że to małe szczęście które będzie z nami mi to wynagrodzi w 100 %  ;-)

 

P.S. Tak z innej beczki, dzisiaj kupiłam moją pierwszą szczotkę Tangle Teezer , niedługo napiszę recenzję.

Pozdrawiam  :lol: preg

Tym razem Bielenda

Mniej więcej raz do roku firma Bielenda organizuje szkolenia dla właścicieli drogerii oraz pracowników. Co prawda szkolenia te dotyczą głównie kosmetyków do pielęgnacji ciała oraz twarzy, ale nie  znam chyba żadnej włosomaniaczki, która ogólnie nie interesuje się urodą  ;-) Na takim spotkaniu byłam trzeci raz i zawsze wychodziłam bardzo zadowolona. Za każdym razem można dowiedzieć się czegoś nowego , odświeżyć dotychczasowe wiadomości oraz przetestować nowe produkty. Zazwyczaj są to kremy do twarzy,tym razem również peeling do ciała z serii Golden Oils 3 drogocenne olejki (polecam gorąco  :-) ) ale nie o tym chciałam napisać. Po każdym szkoleniu firmy Bielenda otrzymałam prezent, a mianowicie kosmetyki do przetestowania. Tym razem między innymi spray do włosów dodający objętości. Podeszłam dość sceptycznie do produktu, ponieważ nie wierzę za bardzo w kosmetyki potrafiące zdziałać cuda.Moje włosy generalnie żyją własnym życiem ;-)  Ciężko je ułożyć , a jeżeli już się uda, to po krótkim czasie wracają do swojej „wizji” MOJEJ fryzury… No cóż, bywa i tak i nikt nie mówił że będzie łatwo. Tak właśnie zazwyczaj było w przypadku używania przeze mnie kosmetyków do stylizacji czy właśnie dodających objętości , albo nie zmieniały niczego , albo po chwili wracały do swojego pierwotnego stanu, czyli nadal były oklapnięte. Jednak skoro już produkt dostałam, grzechem byłoby go nie wypróbować (tym bardziej w kwestii włosów ).Na opakowaniu w sposobie użycia napisane jest , aby po umyciu i rozczesaniu włosów spryskać je w przeciwnym kierunku do tego w który chcemy je ułożyć, a na koniec wysuszyć włosy i ułożyć je jak co dzień. Prawie się dostosowałam ,jedyne co zmieniłam to,że nie rozczesałam włosów na mokro. Nigdy tego nie robię, rozczesywanie ich na mokro prowadzi do mechanicznych uszkodzeń oraz do rozdwajania końcówek , a tego chcemy unikać. Po umyciu włosów po prostu spryskałam je z głową przechyloną w dół i dalej tak jak zawsze wysuszyłam suszarką. Muszę przyznać ,że efekt jest zauważalny, mimo że nie  nie układałam włosów w żaden szczególny sposób, nie wyciągałam na szczotkę itp. Włosy są rzeczywiście bardziej uniesione , a najlepsze jest to ,że taki efekt trwa kilka godzin. Nawet gdy włosy już oklapną , wystarczy lekko przeczesać je( unieść) palcami i znów zyskują na objętości. U nasady przez cały dzień są lekko usztywnione przez co odbijają od nasady i sprawiają wrażenie bardziej gęstych. Coraz częściej myślę, że powinnam zmienić nastawienie do producentów na mniej sceptyczne. Może jednak czasami warto zaufać temu , co jest napisane na etykiecie. Zastanawiam się jaki uzyskam efekt po zastosowaniu sprayu Bielenda przy wysuszeniu włosów na szczotce i starannym ułożeniu, a nie tak jak dziś na szybko do pracy. Na pewno wstawię zdjęcie z porównaniem. Pozdrawiam!62908_250

Awokado

Dzisiaj jak w tytule postawiłam na awokado :-)

14422001-awokado Wczoraj wieczorem nałożyłam na włosy olej konopny, rano zrobiłam maskę z awokado i żółtka, dodałam również łyżkę wosku Awokado Treatment Wax. Zostawiłam maskę na włosach pod foliowym czepkiem na ok. 40 min, po tym czasie zmyłam ją odżywką Garnier Ultra Doux z awokado ;D Po umyciu miałam wrażenie, że ostatnio przeproteinowałam włosy, ponieważ pierwszy efekt na bardzo mokrych włosach nie był zadowalający. Włosy wydawały się szorstkie, średnio miłe w dotyku, postanowiłam że poczekam aż same wyschną (bez używania suszarki) i wtedy ocenię efekt. No i … nie mogę przestać ich dotykać ! Gdy wyschły, stały się bardzo wygładzone i mięsiste, są aż śliskie. Teraz, po kilku godzinach mam wrażenie jakbym dotykała całkiem zdrowych włosów, a jak wiemy przy farbowaniu ich na blond nie ma opcji, żeby były w 100% zdrowe. W tym momencie kolejny raz zastanawiam się nad powrotem do naturalnego koloru. Zastanawiam się nad farbą zbliżoną do naturalnego koloru włosów na początek, a dalej niech się dzieje co chce  :-) Problemem jest to, że kiedyś przyciemniłam włosy, co prawda tamten kolor był dużo ciemniejszy od mojego naturalnego, ale podobał mi się tylko przez tydzień… Po tym czasie doszłam do wniosku ,że najlepiej czuję się w bardzo jasnym blondzie. No i nadal jestem w kropce, pozostaje dylemat zdrowe naturalne włosy i najprawdopodobniej  kolor, w którym niekoniecznie będę się dobrze czuła, albo zadbane, świadomie pielęgnowane włosy, ale nadal niszczone i wysuszane farbą. Myślę, że ostateczną decyzję podejmę po wakacjach ;-)

Szampon i odżywka Satinique zapobiegające wypadaniu włosów

Witam ;D satiniqueffDzisiaj postanowiłam opisać szampon i odżywkę , po których zobaczyłam u siebie wiele pozytywnych rezultatów. Są to produkty stymulujące skórę głowy, zapobiegające utracie włosów. Jak napisał producent ” mieszanka wyciągów z żeńszenia i liści morwy stymuluje krążenie podczas masażu skóry głowy, dzięki czemu następuje zmniejszenie wypadania włosów „. Przyznam szczerze , że często obiecuję sobie masaż skóry głowy, ale zazwyczaj o nim zapominam ;D Mimo to produkty Satinique świetnie sobie radzą z moją czupryną ;P Ich wielką zaletą jest wydajność, mają 280 ml pojemności a starczyły mi na ponad 3 miesiące. Oczywiście w między czasie używałam jeszcze innych produktów do włosów, ale przez pierwszy miesiąc stosowałam tylko ich.Konsystencja obu kosmetyków jest kremowa i dość gęsta, należy używać ich w bardzo małych ilościach, szampon świetnie się pieni,więc nawet przy moich długich włosach jest bardzo wydajny. Nie dowierzałam za bardzo w ich świetne działanie, bo każdy z nas wie, że producenci napiszą wszystko co chcemy przeczytać, żeby sprzedać swoje produkty, dopóki nie odwiedziła mnie znajoma fryzjerka. Sama zauważyła ,że na mojej głowie wyrosło mnóstwo ” nowych” włosów tzw. baby hair. Zauważyłam też różnicę w ilości wypadających włosów, teraz jest ich zdecydowanie mniej. Przy kosmetykach do włosów Satinique pierwszy raz spotkałam się z kompleksem enerjuve, jest on opatentowany przez tę właśnie firmę. Działa on na trzy warstwy włosów, eliminując ujemne naładowanie typowe dla włosów zniszczonych,przywraca im dodatnia energię, regenerując je od środka. Zawiera specjalny zestaw wzmacniających lipidów, kreatynę oraz wygładzający 18- MEA( naturalny , bardzo delikatny składnik który znajduje się na powierzchni włosów i jest odpowiedzialny za ich zdrowy wygląd). Po zastosowaniu obu produktów włosy są dość wygładzone, sypkie i nie elektryzują się, sądzę ,że będę wracała do tej serii kosmetyków. Na obecną chwilę testuję również serum regenerujące zniszczone końcówki firmy Satinique, za jakiś czas zdam relacje ;P Na razie jestem przekonana, że czasami warto przetestować mniej znane firmy.

Odżywka Ziaja bez spłukiwania do włosów zniszczonych

Ziaja Odżywka Intensywna Odbudowal5603458Może dla niektórych to wydać się dziwne, ale dzisiaj pierwszy raz w życiu użyłam odżywki bez spłukiwania. Zawsze broniłam się przed tego rodzaju kosmetykami z obawy przed efektem „tłustych”, obciążonych włosów. Muszę przyznać, że po użyciu odżywki bez spłukiwania Ziaja intensywna odbudowa jestem mile zaskoczona. Włosy są lekkie i sypkie, bardzo miłe w dotyku i nie ma mowy o ich obciążeniu.Przed użyciem odżywki miałam obawy, ponieważ zastosowałam metodę OMO (odżywka – mycie – odżywka )na wcześniej naolejowane włosy i tym bardziej bałam się efektu „tłustych” włosów. Jednak końcowy efekt jest naprawdę super,na pewno będę kupować kolejne opakowania.  Na razie zauważam same zalety tej odżywki, przede wszystkim ma bardzo ładny zapach, który utrzymuje się na włosach przez kilka godzin, ale nie jest przy tym zbyt intensywny. Kolejnym plusem jest jej cena, za opakowanie 200 ml zapłaciłam 5,99 zł w Chacie polskiej, może nie jest to duża pojemność, ale należy pamiętać, że odżywki bez spłukiwania nakładamy w niewielkiej ilości, żeby nie posklejała nam włosów. Myślę więc, że będzie wydajna. Z tej serii jest jeszcze kilka odżywek między innymi do włosów farbowanych, ich składy niewiele się różnią, ale z czasem chciałabym wypróbować wszystkie. W najbliższym czasie mam zamiar zakupić jeszcze maskę do włosów Ziaja, na razie nie zdecydowałam którą , mam nadzieję że tak jak odżywka nie zawiedzie moich oczekiwań ;) a czy Wy macie jakieś ulubione kosmetyki do włosów Ziaji?

64 cm długości, 9 cm w kucyku

DSC_0009 DSC_0010 DSC_0012

Testuję szampon i płyn do kąpieli dla dzieci Johnsons baby 3 w 1

Wiele dziewczyn na blogach zachwala szampon i płyn do kąpieli Johnsons 3 w 1 więc ja również postanowiłam go wypróbować.Muszę przyznać,że dla moich włosów raczej nie jest on zbyt dobry,troszkę się zawiodłam. Po przeczytaniu wielu pozytywnych wpisów i komentarzy na jego temat, myślałam  że znajdę kolejny delikatny szampon dla moich włosów z którego będę zadowolona, a tu klapa…Moją pierwszą próbą było samo mycie Johnsonem i nałożenie odżywki Gliss Kur Oil Nutritive, w trakcie mycia włosy były strasznie szorstkie, w zasadzie próbując delikatnie wmasować szampon ciągnęłam je, nie bardzo miałam jak „dostać się” palcami między kolejne partie włosów.Po nałożeniu wyżej wymienionej odżywki włosy były gładkie i łatwe do rozczesania, ale myślę że to zasługa odżywki i silikonów…Nawet nie wyobrażam sobie próby rozczesania włosów po samym Johnsonie bez użycia odżywki.Kolejna próba wyglądała nieco inaczej,ponieważ postanowiłam zastosować metody OMO (odżywka – mycie – odżywka).Na początek umyłam włosy odżywką Loreal Total Repair Extreme ,kolejnym krokiem było umycie włosów szamponem Johnsons , a na koniec nałożyłam maskę Kallos latte.Już przy myciu czułam różnicę,włosy nie były tak szorstkie jak wcześniej,bez problemu mogłam go spieniać, natomiast po wysuszeniu były bardzo miłe w dotyku, gładkie i miękkie. Na pewno wykorzystam szampon do końca ale tylko przy metodzie OMO, zastanawiam się czy moje włosy nie są jeszcze zbyt zniszczone i wysuszone,może właśnie dlatego tak reagują. Mam podobne odczucia przy myciu włosów szamponami do oczyszczania np. Barva lub Radical, ale znów przy myciu szamponem Bambi lub Bambino bez używania wcześniej odżywki ,nie mam wrażenia że włosy są tak szorstkie, bez problemu docieram palcami między kolejne partie.Może różnica tkwi w składach,jeżeli ktoś z Was wie to proszę o komentarz, sama dopiero się uczę jak postępować z włosami, a wiele z Was ma dużo większe doświadczenie i myślę że możemy się od siebie uczyć ;-)